Poruszanie się po Laosie

WilkTravels - Skuterem przez Laos

Skuterem przez Laos – warto, nawet jeżeli nigdy nie jeździliście na dwóch kółkach

Transport w Laosie, czyli jak się poruszać po kraju

Ok. Dotarliście do Laosu. Samolotem, pociągiem, łodzią, na pieszo, albo busem z sąsiedniej Kambodży – niezależnie od metody, prędzej czy później staniecie przed koniecznością przemieszczania się po obcym kraju. Nie ukrywam, że my zawsze staramy się wędrować na własną rękę i preferujemy wszystkie środki lokomocji, które zapewniają nam spontaniczność i elastyczność podróży. W kolejnych akapitach spróbuję opowiedzieć Wam wszystko to, co wiemy zarówno o naszych ulubionych jak i mniej ciekawych metodach przemieszczania się w Laosie.

Metody transportu

Z perspektywy Polaka, Laos nie należy do najlepiej skomunikowanych krajów. Przemieszczanie się po Laosie to głównie transport samochodowy lub motocyklowy. Na dłuższych trasach królują wieloosobowe busy, a średnie tempo podróży to ok 25 km / h. Wynika to głównie ze stanu dróg, a właściwie pozostałości po drogach. I chociaż laotańczycy naprawdę próbują (widzieliśmy sporo miejsc, gdzie kładziono nowy asfalt lub równano nawierzchnię), ich starania nie przynoszą w zasadzie żadnych efektów. I szczerze mówiąc – ma to swój urok. Nigdy dotąd nie zdarzyło mi się podróżować po czymś tak odległym od mojego wybrażenia o tym, czym powinna być droga i gwarantuję, że transport w Laosie zostaje w pamięci. Ale po kolei.

Skuter / motocykl

Absolutnie nasz faworyt w zakresie metody transportu. Nawet, jeżeli nigdy nie próbowaliście podróżować jednośladem – dajcie skuterom szansę. Laos wydaje mi się idealnym miejscem, żeby oswoić się z tą maszyną, tym bardziej, że ruch uliczny nie jest tu duży. W Luang Prabang, Vang Vieng czy Nong Khiaw bez problemu da sobie radę każdy, kto potrafi jeździć rowerem, a elastyczność jaką daje ta forma przemieszczania się jest nieporównywalna z niczym innym.

My zdecydowaliśmy się na skuter automatyczny o niskiej pojemności – było to w 100% wystarczające. Jechać szybko i tak się nie da (dziury i kurz), a możliwość zatrzymania się w każdej chwili i spontanicznego włoczenia się tu i tam, rekompensowała wszelkie niedogodności. Dla jasności, nigdy wcześniej nie jeździliśmy motocyklem. Automat był więc jedyną opcją, w przeciwnym razie do nauki poruszania się samą maszyną doszłoby jeszcze utrudnienie w postaci konieczności myślenia o biegach.

Większość wypożyczalni nie miała z tym żadnego problemu. Otwarcie przyznaliśmy się, że to nasz pierwszy raz na skuterze i dostaliśmy pełny instruktarz co, gdzie i po co naciskać, a czego nie robić, żeby mieć więcej frajdy niż stresu z podróży. W Laosie już nawet 8-latki jeżdzą skuterami, wożąc swoje młodsze rodzeństwo do szkoły, więc jedynym dyskomfortem było pełne rozbawienia spojrzenie, zdradzające dość bezpośrednio co myśli druga strona transakcji : „Serio… jak można nie umieć używać skutera?”. Przeżyliśmy to spojrzenie, wysłuchaliśmy instrukcji i pomknęliśmy w świat.

Zazwyczaj w formie zabezpieczenia wypożyczalnia poprosi Was o paszport, który otrzymacie z powrotem po zwrocie maszyny. Nie jestem fanem tego rozwiązania, bo jeżeli coś pójdzie nie tak i ktoś zwyczajnie Wasz paszport zgubi… cóż. Nie ma paszportu, i co Pan nam zrobi? Zdecydowalismy się więc na najem poprzez 'hotel’, w którym nocowaliśmy, a który i tak miał wszystkie nasze dane. Po krótkiej dyskusji zgodzili się, żebyśmy nie zostawiali paszportu w depozycie. I chociaż standardowo koszt wynajmu na dobę to ok 120 000 kip (~20 PLN), a my zapłaciliśmy 160 000, wydaje się, że było warto. Zgubienie passzportu to potencjalnie spore komplikacje, szczególnie, że najbliższa Ambadasa RP znajduje się dopiero w Tajlandii.

Uwaga dla tych, którzy tak samo jak my, dopiero zaczynają przygodę z jednośladem. Jak tylko maszyna drgnie z miejsca, nogi w górę i jazda. Próby podpierania się i stabilizacji tylko utrudniają cały proces, a w momencie, gdy skuter się już aby-aby toczy, położenie nóg na podpórkach znacznie ułatwia złapanie równowagi.

Dla tych, którzy ogarniają już prowadzenie motocykla zostaje również opcja wynajęcia 'normalnej’ maszyny. Spotykalismy także turystów na crossach, którzy radośnie mknęli gdzie popadnie, pokryci kurzem jak Polsat reklamami. Można się tylko domyślać, jaka przygoda stoi za takim podróżowaniem, tym bardziej, że zdarzają się miejsca, gdzie automat nie do końca sobie radzi. Szczególnie przy co bardziej stromych i długich zjazdach, bez hamowania silnikiem ani rusz. O ile jednak nie boicie się ludzi i tak jak my, rozmawiacie z lokalsami dużo i często, zazwyczaj będziecie z wyprzedzeniem wiedzieć, czy Wasza maszyna nada się na planowaną trasę. Jednoślad to naszym zdaniem najlepszy środek transportu po Laosie.

Bus – publiczny czy prywatny

Drugi popularny środek transportu to busy. Nie uświadczycie w Laosie czegoś na kształt naszych, regularnych, miejskich linii autobusowych – w świecie, gdzie nawet dzieci zasuwają skuterem w tą i z powrotem zapewne nie miałoby to większego sensu. Da się jednak złapać publiczne busy międzymiastowe, które odjeżdzają wg harmonogramu z lokalnych dworców.

Bus publiczny zazwyczaj startuje i kończy na dworcu. Jego lokalizację znajdziecie na Google Maps, albo pytając lokalnych mieszkańców. Tego typu przejazdy łączą ze sobą poszczególne miejscowości. Pamiętając, że średnie tempo poruszania się po laotańskich drogach to 25-30 km/h, nastawiamy się raczej na dłuższe, niż ekspresowe przeżycie. Z tego samego zresztą powodu laotańczycy nie podróżują zbyt wiele. Stosunkowo kosztowna (jak na ich możliwości) i czasochłonna podróż to już dość spora wyprawa. Jeżeli na przebycie 250 km potrzeba w Laosie dziesięciu godzin, to tak jakbyście z Krakowa ruszyli w odwiedziny do ciotki w Wenecji. Musiałaby naprawdę dobrze gotować, żeby chciało się to robić kilka razy w roku.

Zaletą publicznych busów jest za to cena. Na trasie Luang Namtha – Nong Khiaw zapłaciliśmy za przejazd po 80 000 kip na osobę (ok 13 PLN). Bus był 12-osobowy i bez zająknięcia przewiózł 15-tu pasażerów na tej przyjemnej, 9-godzinnej trasie. W wygospodarowaniu dodatkowej przestrzeni na nadprogramowe trzy osoby trochę pomagała pourywana tapierka i połamane obicia – zawsze to przynamniej 1-2 centymetry dodatkowej przestrzeni na szerokości wnętrza, jeżeli wyrzuci się te paskudne plastiki, które oddzielają pasażerów od pordzewiałej karoserii. Trzymanie stóp po skosie i jedna na drugiej równiez pomaga, bo inaczej nie zmieszczą się na długość pomiędzy fotelem, a oparciem rzędu przed Tobą. Na rzygającą jak kot pasażerkę z przodu nie znaleźliśmy metody, ale nikt się tym specjalnie nie przejął. Okna były zresztą cały czas otwarte, bo klimatyzacja nie działała, a wpadający do środka kurz wymuszał noszenie maseczek, więc takie drobne rzeczy jak niedokrwienie kończyn dolnych i zapach wymiocin naprawdę nie stanowiły problemu. Tabletki na chorobę lokomocyjną zażyliśmy na wszelki wypadek jeszcze przed wyjazdem (bingo!).

Autobus publiczny Luang Namtha do Nong Khiaw

Być może o innej porze roku podróż przebiegłaby nieco szybciej, ale zarówno kierowca jak i pani na dworcu zgodnie stwierdzili, że podróż na tej trasie trwa 'może 6, a może 10 godzin’. Zależy od ilości prac drogowych i natężenia ruchu. Żeby uniknąć niezręcznej sytuacji, w której czas przyjazdu jest jedyną niewiadomą,czas odjazdu dla publicznych busów również jest umowny. Ok 8.30 rano. Plus minus pół godziny do godziny, w zależności od tego, czy bus zapełni się szybciej, czy kierowca będzie czekać, aż pojawi się jeszcze ktoś, żeby nie jechać na pusto. Do tego dokładamy postój na lunch mniej więcej w połowie drogi. Trwa on oczywiście dopóki wszyscy nie stwierdzą, że znudziło im się jedzenie i świeże powietrze i możemy jechać dalej. Może pół godziny, a może półtorej, jeżeli będzie się siedziało przyjemnie.

Zdecydowanie polecamy przeżyć to chociaż raz.

Busy prywatne to już trochę inna kategoria. Na tej samej trasie oszacowano nam koszt przejazdu na 400 000 kip (ok. 66 PLN). Ponieważ chcieliśmy sprawdzić transport publiczny nie zdecydowaliśmy się na to rozwiązanie. Przeprosiliśmy się z nim jednak jadąc z Nong Khiaw do Vang Vieng (350 000 kip, 6 h jazdy). Bus był klimatyzowany, tabletki na chorobę lokomocyjną nadal się przydały, tempo podróży nie było lepsze, ale przynamniej wnętrze pojazdu było nieco większe i dzięki klimatyzacji pozbawione duszącego pyłu. Busy prywatne najczęściej zabierają pasażerów prosto z hotelu, gdzie zresztą organizowaliśmy przejazd. Różnica między ceną proponowaną przez hotel, a tymi oferowanymi przez różne lokalne budki była niewielka, może 30 000 kip. Taki van najczęściej zbiera kilku pasażerów z różnych miejsc i albo wysadza wszystich w z góry ustalonym miejscu docelowym, albo wręcz odstawia bezpośrednio pod wskazany adres.

I o ile 400 000 vs 80 000 za porównywalną trasę brzmi dość dramatycznie, to w przeliczeniu na polskie złote mówimy o różnicy rzędu 50 zł w skali całego dnia podróży. Czy warto – niech każdy oceni sam. Cieszyliśmy się, że doświadczyliśmy jednego i drugiego, ale gdybyśmy mieli poruszać się po Laosie częściej i na długich trasach … wybór byłby prosty.

Pociąg

Ooo, tak. Tak i jeszcze raz 'tak’, jeżeli nie macie za wiele czasu, a spory dystans do pokonania. Tutaj znowu pachnie Europą i zaufaniem do organizacji pracy, w godzinę przejedziecie trasę, którą bus pokonuje w pięć i tylko fakt ,że kupić bilet nie jest tak łatwo i dworce znajdują się pół godziny jazdy poza miastami przypomina, że to jednak nie Europa.

W Laosie funkcjonuje tylko jedna kolej, zbudowana przez Chińczyków, i łącząca Chiny (przejście w Boten) z Vientane, stolicą Laosu. To 10 stacji pasażerskich które można połączyć z około jedenastokilometrowym odcinkiem innej kolei, pozwalającej dostać się ze stolicy Laosu do Tajlandii. (uwaga, dwa różne dworce kolejowe w Vientane!). Poruszanie się po Laosie to właśnie te 10 stacji pasażerskich. Ale, napiszmy o kolei, po kolei.

Bilet. W teorii można go kupić na stacji, ale to raczej atrakcja dla tych, którzy lubią grywać w Totka. Bilety są zawsze wyprzedane i dobrą praktyką jest rezerwować je 2-3 dni naprzód. Służy do tego aplikacja LCR Ticket (Android, iOS), która pozwala wybrać trasę i godzinę odjazdu, a także klasę wagonu. Kolej podlega 100% rezerwacji miejsc, a kontrola odbywa się już na etapie wejścia na teren dworca, nie ma więc możliwości przemknąć się obok konkduktora tak, jak przyzwyczaiło nas rodzime PKP. Dwroce przypominają organizacją małe lotniska i każdy wchodzący na ich teren podlega kontroli osobistej.

Oznacza to również, że nawet w dużym bagażu nie wniesiecie na teren dworca (a więc i nie zabierzecie ze sobą w podróż pociągiem) żadnych ostrych przedmiotów, płynów powyżej 100 ml i innych, niedozwolonych rzeczy. Warto o tym wiedzieć, by nie pożegnać się przy wejściu na dworzec z ulubionymi kosmetykami lub pamiątkową, ręcznie robioną maczetą kupioną w jednej z wiosek w głębi dzungli. Podróżowanie po Laosie pociągiem jest szybkie, ale obarczone pewnymi ograniczeniami.

Sam zakup biletu nawet z wykorzystaniem aplikacji LCR Ticket nie należy do najłatwiejszych. Po pierwsze, należy posiadać lokalny numer telefonu, podać wszystkie dane z paszportu i zapłacić za pośrednictwem laotańskiego banku (niewykonalne) lub z użyciem karty Visa. Nie działają portfele Google ani Apple Pay, a aplikacja nie przewiduje również płatności kartą Mastercard. Bilety wyprzedają się momentalnie i byliśmy zmuszeni zmienić swoje plany z powodu braku miejsc. Nie ignorujcie tego ; należymy do osób raczej spontanicznych, nigdy nie wiemy, gdzie będziemy za dwa dni ale tutaj to zwyczajnie nie działa. Bilet po prostu trzeba kupić z wyprzedzeniem.

Dobrym pomysłem jest również skorzystanie z pomocy miejscowych. Nie mieliśmy z tym problemu w żadnym z miejsc, gdzie nocowaliśmy i gospodarz chętnie kupował bilety za nas. On przechodził całą procedurę, kombinował jak dokonać płatności w tym niezbyt przyjaznym interfejsie i na koniec wysyłał nam WhatsAppem bilet w postaci kodu QR. Ponieważ ceny widać od razu, wiedzieliśmy ile nas to będzie kosztować i zazwyczaj wystarczało oddanie tej samej kwoty w gotówce. Nie zaszkodzi dorzucić kilku kip za pomoc, ale w naszym przypadku poproszenie miejscowych o kupno biletów było zdecydowanie najszybszą i najpewniejszą opcją.

Poruszanie się po Laosie pociągiem, gdy już znajdziecie się w środku, to wyjątkowo komfortowa i wygodna opcja. Sprawdziliśmy wszyskie warianty, od II klasy, poprzez I, wagony sypialne i klasę biznesową : spokojnie można celować w najtańszy wariant, a i tak będziecie zadowoleni. Jedynym minusem może być brak zasięgu ; pociąg porusza się za szybko, nie ma wewnętrznego WiFi, a sam zasięg w Laosie poza okolicami miast bywa wątpliwy. Warto więc pobrać sobie mapy na zapas, żebyście wiedzieli mniej więcej gdzie jesteście i co dalej.

Podsumowanie

Laos to kraj, w którym pośpiech nie istnieje. Harmonogramy są umowne, czas podróży bliżej nieokreślony, a warunki bywają zaskakujące. Jeśli jednak przyjmiecie, że 'kiedyś’ dotrzecie do celu, a to co się po drodze zdarzy będzie zwykłą przygodą – da się z tym żyć. Przy istotniejszych planach nie pokładałbym wiary w to, że zdążycie na czas, wręcz przeciwnie, prawdopodobnie akurat stado krów będzie spać na drodze lub samochód zwolni, żeby nie połamać zawieszenia. Długie trasy planujcie jako wielką niewiadomą. Na krótkich, zdecydowanie pokochaliśmy skuter i możliwość zatrzymania się dosłownie gdziekolwiek pojawiło się coś ciekawego. Przeskoki z jednego rejonu kraju w drugi – pociągiem, przy dużym wyprzedzeniu w zakupie biletów.

Spóźnienie nie jest spóźnieniem, jeżeli nikt nie oczekuje, że będziesz na czas.

Taką myśl przywieźliśmy ze sobą z Laosu. Było warto 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *